logoRSS
 
 

Ku pomocy. Nieco o Halloween

Kategoria: Artykuły, dodał: WK, 30.10.2012, odsłon: 29630, druk

Poniżej chciałbym przytoczyć cztery artykuły z serwisów poświęconych naszej wierze, które mogą nieco pomóc w podjęciu decyzji odnośnie coraz bardziej modnych obchodów "święta" Halloween. mam nadzieję, że zebranie ich w jednym miejscu da pewnien pogląd. Oczywiście nie osądzam, raczej stawiam przed oczy i zachęcam do własnych decyzji. Wesołych świąt! - tych 1 i 2 listopada oczywiście.

Ryszard Gromadzki

Zaproszenie do piekła

Jak co roku tysiące klubów, szkół, a nawet przedszkoli w całej Polsce organizuje pod koniec października obchody Halloween, pogańskiego obrzędu o jednoznacznie okultystycznym charakterze. Imprezy reklamuje się jako niewinne maskarady z lekkim dreszczykiem emocji. Nikt nawet nie zająknie się, że w istocie to niebezpieczne igranie ze złymi duchami.
W internecie wręcz roi się od anonsów zapraszających do udziału we wszelkiego rodzaju halloween party. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że chodzi tylko o zabawę, głupią, niekiedy ostrą, „bez trzymanki”, ale tylko o zabawę. Kiedy jednak uważnie wczyta się w treść „halloweenowych ogłoszeń”, ogarnia niepokój. Na pewno nie są to niewinne przebieranki.

Zrób lapdance i chlej z nami

Poznański klub „Pod Minogą” zdecydował się w tym roku na zorganizowanie „halloween party” 1 listopada — w dzień Wszystkich Świętych, co samo w sobie ma już odpowiednią wymowę. Imprezę reklamuje się jako „najbrutalniejsze «halloween party» w historii”. Organizatorzy starają się na różne sposoby zachęcić do udziału w imprezie: „robisz lapdance (to taniec, w którym kobieta zazwyczaj tańczy na kolanach mężczyzny, ocierając się do niego i wykonując seksowne ruchy), wchodzisz za friko — przynosisz flachę, chlasz ją z nami”. Jak widać, oferta wyjątkowo dopasowana charakterem do dnia Wszystkich Świętych, kiedy miliony Polaków modlą się na cmentarzach za swoich bliskich. Równie interesująco zapowiada się impreza o nazwie Vicious Night Halloween w warszawskim Club Rock. Tam, jak zachwalają pomysłodawcy, „po północy poleje się absynt w postaci darmowych drinków podawanych w strzykawkach”. Wrocławski klub „Od zmierzchu do świtu” zaprasza na Metal Halloween Party, gdzie obok występów death- i trashmetalowych kapel atrakcją będzie „erotyczny pokaz w wykonaniu dwóch pań”. I tak jak Polska długa i szeroka, zaprasza się na ten wyjątkowy wieczór: „wiedźmy i wilkołaki, wampiry i zombie”, oswajając w ten sposób z piekielną rzeczywistością tysiące bezrefleksyjnych uczestników takich zabaw. Zresztą to oswajanie z piekłem zaczyna się o wiele wcześniej. W „kultowej” dla milionów dzieci na całym świecie powieści Joanne Rowling Harry Potter, Halloween jest jednym z najważniejszych świąt, celebrowanym uroczyście jako Noc Duchów. Według znanego demonologa o. Aleksandra Posackiego, oznacza to jednocześnie propagandę spirytyzmu, otwierającego na opętanie.

Piekło w wersji soft

Halloween party to nie tylko demoniczne imprezy w klubach dla młodzieży, lecz także swoiste warsztaty adresowane do dzieci. Klub Cafe Bebe z Poznania zaprasza w ostatni weekend października na imprezę halloweenową dzieci z rodzicami. Wśród rozmaitych atrakcji znajdziemy w programie zajęcia o wdzięcznej nazwie „Upiorne lampiony”, skierowane do dzieci w wieku od 3 do 5 lat. Animatorzy zajęć zapowiadają stworzenie wspólnie z malcami „lampionów, które będzie można sobie postawić w pokoju w tę długo wyczekiwaną noc. Dzieci same wybierają, jaki kolor i jaki motyw będzie znajdował się w lampionie: czarownica, duch, a może upiorna twarz?”. Tylko współczuć maluchom, których rodzice zdecydują się zaciągnąć na takie warsztaty. Zdumiewa bezrefleksyjność pomysłodawców i organizatorów imprez z okazji Halloween dla dzieci. Poraża bierność rodziców. Przecież udział w takich mniej lub bardziej zakamuflowanych rytuałach grozi straszliwymi zranieniami duchowymi. O pomstę woła ignorancja władz oświatowych, które bez oporów zgadzają się na imprezy halloweenowe w szkołach i przedszkolach. Przetrawiona przez popkulturę wersja Halloween sprawia wrażenie całkowicie niegroźnej. Ba, przez swoje przerysowanie i komiksowość jest atrakcyjna dla dziecięcej percepcji. To pierwszy krok do otwarcia na satanistyczne treści, już nie w wersji soft.

Święto satanistów

Warto pamiętać, że Halloween wywodzi się wprost z pogańskiego celtyckiego święta ku czci boga śmierci Samhaina. Pochodzi ono z czasów druidów. Według przekazów rzymskich druidzi mieli przewodzić mrocznym rytuałom, w trakcie których pod ogromne kukły z przeplatanych gałęzi, których kończyny wypełnione były żyjącymi ludźmi, podkładano ogień. Anton La Vey, założyciel Kościoła Szatana, pisze w Biblii Sztatana, że zaraz po dniu własnych urodzin najważniejszymi świętami (dla czcicieli Szatana) są: przypadająca 30 kwietnia Noc Walpurgii i właśnie Halloween. Według niego, w tym czasie duchy, czarownice i demony mają szczególną moc. Cytowany już w tym tekście o. Aleksander Posacki podkreśla w opublikowanym w 2008 r. w „Naszym Dzienniku” artykule, że owa moc, o której pisze La Vey, może zaistnieć, jeśli złe duchy będą przywoływane w wigilię 1 listopada.

Raporty amerykańskiej policji potwierdzają wzrost liczby gwałtów dokonywanych w Halloween, powiązanych z odbywającymi się wówczas imprezami kostiumowymi i narkotykami. „Diabelskiej nocy” towarzyszy fala przestępstw, przemocy i wandalizmu. [to pewnie dobre owoce tego „święta”] Ze świadectw nawróconych na chrześcijaństwo satanistów wynika wprost, że ostatniego dnia października lub w nocy z 31 października na 1 listopada składane są rytualne ofiary z małych dzieci. O. Posacki pisze, że sataniści łączą te zbrodnie z celebracją tzw. czarnych mszy i orgii seksualnych, związanych z inicjacyjnym łączeniem się z demonami. Liberalne media wyśmiewają taki przekaz. Dla nich to jakieś „średniowieczne zabobony”, które upowszechnia Kościół, obrażające inteligencję współczesnego człowieka. Tymczasem Kościół katolicki głosem swoich hierarchów niejednokrotnie przestrzegał przed złymi skutkami zabaw towarzyszących Halloween. Jednoznacznie wypowiadali się na ten temat także polscy biskupi. Niestety, wielu katolików bagatelizuje te ostrzeżenia. Co wynika z szeroko rozpowszechnionej niewiary w Sąd Ostateczny, piekło i realne istnienie szatana.

Diabeł mile widziany

Odrzucenie dogmatu o istnieniu piekła i szatana skutkuje znieczuleniem i obojętnością na satanistyczne i okultystyczne treści, którymi wypełniona jest współczesna popkultura i media. Tolerujemy zatem perwersyjne show Madonny na Stadionie Narodowym, nie zauważamy czarnoksięskich amuletów w swoim domu, słuchamy telewizyjnych wróżek jak wyroczni albo uczestniczymy gorliwie w seansach jogi, bo to w modzie.

Trudno się dziwić, że w takim krajobrazie duchowym nawoływania przeciwko organizowaniu imprez Halloween w szkołach i przedszkolach trafiają w próżnię. Albo traktowane są jako dziwactwa nawiedzonych, katolickich oszołomów. W rezultacie, jak trafnie zauważa o. Posacki w swoim tekście dla „Naszego Dziennika”, „zamiast wołania do Boga o zbawienie dusz mamy wywoływanie duchów, zamiast modlitwy — mamy zaklęcia. Zamiast religii — magię. Zamiast łaski Bożej Ducha Świętego — narażanie się na agresję i niełaskę duchów nieczystych. Zamiast poważnych duchowych decyzji mamy niepoważne igranie z zabójczym ogniem zwodniczych duchów”. Mówimy o realnym zagrożeniu.

Jeszcze kilkanaście lat temu w Polsce było czterech egzorcystów, dziś jest ich 120. Dramatycznie rośnie liczba ludzi poranionych duchowo, którzy szukają u nich pomocy. Nie musieliby tego robić, gdyby wcześniej nie ulegli bałwochwalstwu. Halloween to także przejaw zgubnego bałwochwalstwa. Pamiętajmy o tym, kiedy nasze dzieci oznajmią kategorycznie, że koniecznie muszą się przebrać za czarnoksiężników na wieczorną imprezę w szkole. S

tekst za: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/pk201243-haloween.html

Wywiad z o. Aleksandrem Posackim SJ - rozmawia Grzegorz Górny

Zły duch nie zna się na żartach. Zabawa w halloween

Czy kuszenie ze strony okultyzmu może grozić nam już od najmłodszych lat? Znam przypadki, gdy w niektórych przedszkolach z okazji Dnia Dziecka rozdawano maluchom laleczki Witch z dołączonymi do nich książeczkami. Czy może to być niebezpieczne duchowo, czy też można spoglądać na to z przymrużeniem oka jak na lalkę Baby Jagi na miotle?
Co znaczy słowo „witch”? Po angielsku jest to „czarownica”. Czary zaś — jak piszą św. Paweł Apostoł i św. Jan Ewangelista — to grzech, z powodu którego można stracić zbawienie. Tak więc ta laleczka jest figurką czarownicy. Baba Jaga była brzydka i kojarzona ze złem. Nasza sympatia stała po stronie Jasia i Małgosi, a nie Baby Jagi. Tymczasem Witch jest piękna i atrakcyjna. To jest zupełnie inna tradycja. Poza tym pojawia się ona w określonym kontekście — razem z czasopismami „Witch”, do których dołączone są okultystyczne gadżety: talizmany, amulety, wahadełka. To cały sprawnie zorganizowany przemysł lalkarski, zorganizowany przemysł lalkarski, który ma swoją komercyjną strategię i od najmłodszych lat oswaja dzieci z atrakcyjnością czarów. Dzieci zaś są szczególnie podatne na tego rodzaju wpływy. Po co je więc narażać? Kto zagwarantuje, że z czasem nie wejdą one w to głębiej?

A co sądzić o coraz częstszym obchodzeniu w polskich przedszkolach i szkołach uroczystości Halloween?

Halloween nie jest świętem chrześcijańskim, lecz wywodzi się z tradycji pogańskiej, z celtyckich uroczystości ku czci boga śmierci Samhaina. Później tradycja ta została zawłaszczona przez satanistów, którzy noc z 31 października na 1 listopada połączyli z czarnymi mszami, orgiami seksualnymi i obrzędami jednoczenia się z demonami. W niektórych sektach satanistycznych było to związane nawet ze składaniem ofiar z ludzi. Założyciel Kościoła Szatana, Anton Szandor LaVey w swej „Biblii Szatana” pisał, że Halloween, obok Nocy Walpurgii, to jedno z dwóch najważniejszych świąt satanistycznych. W tym kontekście symptomatyczne jest, że w powieści „Harry Potter” Halloween, celebrowane jako Noc Duchów, jest jednym z najważniejszych świąt w szkole Hogwart.

Można więc powiedzieć, że obchodzenie Halloween w szkołach czy przedszkolach oswaja dzieci z klimatami demonicznymi, tym bardziej że łączy się je w sposób synkretyczny ze Świętem Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym. Powoduje to zamieszanie w kwestii naszego stosunku do świata zmarłych. Zamiast wołania do Boga o zbawienie dusz mamy wywoływanie duchów, zamiast modlitwy — zaklęcia, zamiast religii — magię.

Ale przecież to wszystko jest traktowane jako zabawa.

Nie do końca. Nawet zabawa nie gwarantuje bezpieczeństwa, bo zły duch nie zna się na żartach. Zwłaszcza gdy wchodzimy na jego teren, gdy „dotykamy” rzeczy zakazanych przez Boga, gdy przekraczamy pewne granice, które są często niewidzialne. Stąd należy raczej „dmuchać na zimne”. Wiele osób traktowało wywoływanie duchów jako zabawę, a kończyło się na zniewoleniach duchowych.

Święty Tomasz z Akwinu pisał, że magia zakłada wysyłanie zaproszenia do demonów poprzez różne znaki, gesty czy symbole. Szczególną kwintesencją takiej postawy są święta pogańskie czy celebracje satanistyczne koncentrujące się wokół rytów przywołujących świat duchów. I oto nagle okazuje się, że taki właśnie dzień staje się okazją do świętowania. Jednocześnie pojawiają się konkretne znaki otwierające nas na rzeczywistość duchową. Na przykład przebieranie się w różne kostiumy ma na celu zmylenie duchów, które mają zwyczaj nawiedzać ludzi ostatniego dnia października. Tymczasem choćby z praktyki egzorcystycznej wiadomo, że nękać ludzi mogą tylko złe duchy, które często imitują duchy zmarłych, co jest zresztą typowe dla spirytyzmu.

Poważniejsze wydaje się jednak inne zagrożenie: Halloween wypiera Święto Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny w świadomości — i w przeżywaniu — wielu dzieci. Ich stosunek do świata zmarłych przestaje być kształtowany przez dogmaty wiary, które ulegają zbanalizowaniu. Nie ma wtedy świętych obcowania, nie ma modlitwy za zmarłych, jest beztroska zabawa i igranie z ogniem. Dlaczego więc mielibyśmy obchodzić jako swoje święto pogańskie i satanistyczne?

Jak w takim razie traktować andrzejki, które niemal powszechnie w polskich szkołach rozumiane są jako okazja do powróżenia?

Zastanawia mnie, dlaczego wciąż nie traktujemy grzechu wróżbiarstwa poważnie. Święty Tomasz nazywał ten grzech „uzurpacją prerogatyw boskich”. Biblia zakazuje nam nawet „dotykać” tych rzeczy, zaś Katechizm Kościoła Katolickiego w artykule 2116 mówi bardzo wyraźnie:Należy odrzucić wszelkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, wywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie tajemnych mocy. Praktyki te są sprzeczne z czcią i szacunkiem — połączonym z miłującą bojaźnią — które należą się jedynie Bogu. Inaczej mówiąc, chodzi o grzech bezbożności.

Proszę porozmawiać z nauczycielami i rodzicami. Nikt z nich nie uważa tego za odwoływanie się do Szatana. Dla nich jest to tylko zwykła zabawa. Mogą też powiedzieć, że nikt nie został przecież opętany przez andrzejki.

Nie chodzi tylko o Szatana, ale o niebezpieczne przekraczanie granic. Czy możemy je wyraźnie wytyczyć? Czy mamy taką pewność? Czy posiadamy taką wiedzę? Nie chodzi przecież o emocjonalny strach, ale roztropną obawę o charakterze intelektualnym, mającą podstawy teologiczne i duszpasterskie.

Co roku 30 listopada obchodzimy liturgiczne wspomnienie św. Andrzeja. Powinniśmy więc tego dnia wspominać owego apostoła i męczennika, tymczasem urządzamy jakieś dziwne celebracje, nie mające nic wspólnego z chrześcijaństwem i opierające się na pogańskich zwyczajach wróżbiarstwa. Tu problemem nie jest to, że ktoś zostanie opętany przez andrzejki, ale to, że od najmłodszych lat lekceważy się pewne zakazy i niszczy się pewne bariery. Podważony zostaje autorytet Biblii, która bardzo wyraźnie sprzeciwia się jakimkolwiek tego typu praktykom.

W Dziejach Apostolskich mamy scenę, gdy św. Paweł egzorcyzmuje opętaną wróżbitkę, wskazując zarazem na konieczność radykalnego odrzucenia każdej formy wróżenia. Tymczasem my oswajamy i banalizujemy grzech, o którym Pismo Święte wypowiada się z największym oburzeniem. Poza tym celebracja andrzejek i podobnych pogańskich zwyczajów łączy się coraz częściej z narastającą otoczką kultu szczęścia i bogactwa, które się w tym czasie wróżbiarsko przepowiada, obiecując osiągnięcie powodzenia finansowego, sukcesów zawodowych czy szczęścia osobistego. Nie ma przecież andrzejkowych wróżb — a przynajmniej ja się z takimi nie zetknąłem — które zapowiadałyby katastrofy, wypadki, nieszczęścia. W ten sposób andrzejki, a więc wróżby, łączą się podświadomie z dobrymi życzeniami, wręcz z błogosławieństwem. Mamy więc do czynienia z odwróceniem znaczeń, gdyż Biblia mówi, że wróżbici niszczą ducha wiary i moralność narodu oraz ściągają nań przekleństwa. Czy mamy odwagę odrzucić Objawienie?

To ciekawy wątek: powiązanie szczęścia z pieniądzem, jakie stale pojawia się we wróżbach.

Generalnie jest tak, że praktyki okultystyczne zmieniają świadomość w kierunku akceptacji i przywiązania do grzechu, w tym także żądzy pieniądza. Dlaczego ludzie wybierają bogactwo wbrew wzniosłym ideom swych ojców czy moralnym wartościom? Także dlatego, że kuszą ich, często przebrani za psychologów i terapeutów, wróżbici i magowie.
Często obiecują złote góry jako najwyższe wartości: pieniądze i szczęście, bogactwo i zdrowie — zawsze w nierozerwalnym związku. W Dziejach Apostolskich, we wspomnianej już przeze mnie scenie, gdy św. Paweł wyrzuca złego ducha z opętanej wróżbitki, pojawia się wyjaśnienie, że celem działalności owej kobiety było przynoszenie zysku jej panom. Powiązanie między magią a pieniądzem pojawia się także w innych miejscach Dziejów Apostolskich, np. w epizodzie z Szymonem Magiem, który chciał kupić dary Ducha Świętego za pieniądze, czy podczas pobytu św. Pawła w Efezie. Chrześcijanie w tym mieście poznosili księgi magiczne, których wartość oszacowano na kolosalną sumę 50 tysięcy denarów w srebrze, a następnie publicznie je spalili. Często więc wybór między Ewangelią a magią sprowadza się do wyboru między Bogiem a mamoną.

Wielu chrześcijan unika jednak dzisiaj takiego stawiania sprawy na ostrzu noża. Nie chcą podejmować radykalnych decyzji i dokonywać ostatecznych wyborów. Skąd, zdaniem Księdza, to się bierze?

Myślę, że w niektórych przypadkach wynika to ze złej woli, która pozostaje obezwładniona przez grzechy. Sądzę jednak, że większość ludzi nie ma dostatecznej wiedzy na temat zagrożeń duchowych. Ich dezorientację potęguje panujący wokół zamęt pojęciowy, do którego przyczynia się kultura masowa promująca postawy otwarcia na okultyzm. Jeśli mój ulubiony bohater filmowy i literacki gwałci Prawo Boże, to i ja mogę uczynić to samo - brzmi zakodowany komunikat.

Badania socjologiczne wśród młodzieży wykazały, że większość z nich traktuje okultyzm pozytywnie i nie dostrzega w nim zagrożenia. Podobnie jest zresztą w większości produkcji filmowych, co z pewnością ma wpływ na młodych ludzi. Trzeba się temu przeciwstawić.

Czy Biblia rzeczywiście tak surowo ocenia wróżbiarstwo?

Bardzo surowo. Nazywa je „splugawieniem”, „nierządem”, „obrzydliwością”. Potwierdza to wyraźnie znany biblista ks. prof. Roman Pindel w swojej ważnej książce „Magia czy Ewangelia?”. To nie tylko grzech bałwochwalstwa, ale także duchowego oszustwa, którego ostatecznym celem jest utwierdzenie ludzi w grzechu i odwiedzenie ich od drogi zbawienia. Dlatego zasługuje ono na najwyższy stopień moralnego potępienia.
o. Grzegorz Błoch OFM

tekst za: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/egzorcysta201202-haloween.html

Wiara – to sprawa prywatna czy publiczna?

W hierarchii wartości zaraz po darze życia należy umieścić łaskę wiary nadprzyrodzonej. Ojciec Święty Benedykt XVI w październiku 2012 roku ogłosił Rok Wiary, by bliżej przyjrzeć się naszej wierze i ją pogłębić. Już Sobór Trydencki stwierdził, iż wiara jest fundamentem i korzeniem świętości.
Wiarę można rozpatrywać w różnych aspektach, dziś jednak rozważanie na jej temat ograniczymy do zagadnienia, czy jest ona sprawą osobistą, prywatną człowieka, czy też sprawą publiczną?

W naszych czasach coraz bardziej powszechne staje się przekonanie, że wiara (religijna, katolicka) jest prywatną sprawą każdego człowieka. Tak dziś nakazuje mówić tzw. poprawność polityczna. Taką opinię wyrażały wszystkie dotychczasowe systemy o laickim światopoglądzie i ateistyczno-lewackim rodowodzie. Co do tego, że wiara jest sprawą prywatną, nie miał wątpliwości antyreligijny i ateistyczny Lenin. Komunizm zawsze walczył z obecnością Boga i Kościoła w życiu publicznym i dążył do rozdzielenia życia religijnego od życia społecznego czy zawodowego. W naszej Ojczyźnie w minionym okresie nie udało się władzy ludowej przekonać naszych wiernych, że wiara jest sprawą prywatną. Niestety, nawet po 1989 roku ten szkodliwy sposób myślenia można spotkać u wielu ludzi, zwłaszcza młodych, mówiących: Bóg jest OK, Kościół w zasadzie też, ale moje życie, moje wybory moralne, moja wiara - to wszystko moja prywatna sprawa. Czy to prawda? NIE! – to oczywisty absurd!

Powszechność wiary

Wiara bowiem już ze swej nazwy jest powszechna. U wszystkich ludów, nawet najbardziej pierwotnych, spotykamy zjawisko wiary i religijności. A i obecnie nie ma takiej dziedziny życia, która mogłaby być wyłączona z życia religijnego. Bóg na zawsze wszedł w czas i przestrzeń człowieka.

Wielu ludzi uważa, że sprawy Boga i sprawy człowieka znajdują się na przeciwległych biegunach (…) Drugie niebezpieczne zjawisko polega na tym, że dzieli się przestrzeń, w której żyjemy, na tę, która należy wyłącznie dla człowieka i na tę, która należy wyłącznie do Boga (bp Guzdek). Tymczasem Bóg i człowiek spotykają się w jednej i tej samej przestrzeni.

Owszem, kontakt z Bogiem na modlitwie czy kontemplacji ma charakter wybitnie indywidualny, osobisty. Z Bogiem można porozumiewać się bezpośrednio; wszystkie aspekty religijne naszego życia można z Bogiem załatwiać osobiście, bez niczyjego pośrednictwa, a nawet bez niczyjej wiedzy. W takim przypadku można mówić, że moja wiara jako przeżycie kontaktu z Bogiem ma charakter prywatny, osobisty, indywidualny. Moja wiara ma charakter prywatny też w tym znaczeniu, że mogę wyznawać taką wiarę, jaką wybieram, ale to nie znaczy, że mogę wyznawać ją tak, jak mi się podoba. Wiara zawsze będzie zjawiskiem głęboko osobowym i osobistym, ale równocześnie bardzo publicznym.

Mówienie w minionej epoce, że religia (wiara) to: Twoja sprawa czysto prywatna miało na celu zamknięcie ludzi wierzących w czterech ścianach swego mieszkania, gdzie mogli być sobie praktykującymi katolikami; obowiązywał zakaz obecności wszelkich przejawów życia religijnego w sferze publicznej (w parlamencie, w szkołach, w fabrykach, na uczelniach, itp.) co prowadziło do schizofrenii światopoglądowej, sprzecznej z naturą człowieka.

Chrześcijaninem jest się zawsze i wszędzie

Jasne, że nie można być uczniem Chrystusa na pół etatu, tylko w sferze prywatnego życia. Wiara raz przyjęta i wyznawana nie jest sprawą prywatną. Trzeba ją wyznawać i przekazywać tym, którzy jeszcze Jezusa nie poznali. Każdy chrześcijanin jest zobowiązany do dawania świadectwa w każdym czasie, w każdej sytuacji, słowem i czynem. Wiara jest wielkim skarbem człowieka; tym skarbem trzeba się dzielić z innymi. Ten obowiązek wynika z przyjęcia objawionej prawdy o pochodzeniu i zależności człowieka od Boga oraz o przeznaczeniu człowieka do życia wiecznego, na które trzeba sobie zasłużyć życiem zgodnym z zasadami wskazanymi przez Boga.

Można się zgodzić, że wiara jest w pewnym sensie sprawą i prywatną, i publiczną. Jako chrześcijanie jesteśmy zobowiązani do dawania świadectwa wiary. Zobowiązanie to wynika wyraźnie z nauki Chrystusa: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (Mk 16, 15). Do każdego więc, kto się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10, 32 - 33).

Wiary nadprzyrodzonej jako daru Boga nie możemy chować pod korzec, ale mamy obowiązek wnosić ją do każdego przejawu życia publicznego. I taka wiara zawsze będzie wywierała wpływ na obydwu płaszczyznach: prywatnej (osobowej, indywidualnej) i publicznej. Jako uczniowie Chrystusa mamy niezaprzeczalne prawo i obowiązek publicznego wyznawania wiary. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę (Dz 4, 33). Zatem moja wiara jest sprawą osobistą, ale nie prywatną.

Dlatego mamy prawo manifestować swoją wiarę w czasie chrześcijańskiego koncertu w miejscu publicznym, iść w procesji ulicami miast, opowiadać o Chrystusie w telewizji, uczyć o Nim szkole, czy powiesić w naszym biurze krzyż. Chodzi nam o to, byśmy mogli wiarą żyć, wyrażać ją słowem, czynem, gestem, myślą.
o. Grzegorz Błoch OFM

tekst za: http://www.katolik.pl/wiara---to-sprawa-prywatna-czy-publiczna-,23105,416,cz.html

Bal z wszystkimi świętymi

ks. Rafał StarkowiczHoly Wins – nie Halloween. – Kiedy w roku 2005 postanowiliśmy po raz pierwszy zorganizować katolickie obchody wigilii Uroczystości Wszystkich Świętych, na ich przygotowanie mieliśmy zaledwie kilka dni – wspomina ks. Sebastian Dębski, który w parafii w Gdańsku-Morenie dał początek tym obchodom.

To m.in. feeria dźwięku i światła

Uroczystość Wszystkich Świętych to jedno z najważniejszych świąt katolickich. Jest w nim zamknięte zarówno ukazanie tych, którzy poprzez ziemskie doświadczenia doszli już do chwały nieba, jak i zaduma nad naszym stanem duchowym. W ten niezwykły czas, od lat wdziera się dysonansem zapożyczone z zachodu novum – Halloween. Każdy może to zjawisko postrzegać nieco inaczej, zwłaszcza jeżeli chodzi o ocenę zagrożeń, jakie ze sobą niesie. Nie ulega jednak wątpliwości jedno: jest to element całkowicie nam obcy.

Dostrzegając problem, młodzi gdańscy księża przed 7 laty postanowili stworzyć przeciwwagę dla wchodzących w masową kulturę obchodów Halloween. – Inspiracją dla nas był artykuł z „Gościa Niedzielnego”, w którym przeczytaliśmy o tym, co robią katolicy we Francji. Postanowiliśmy spróbować, bo przecież i u nas Halloween zaczęło się wciskać w rzeczywistość – mówi ks. Sebastian.

– Wówczas, w przygotowanym naprędce spotkaniu, wzięło udział około 60 osób. Dzisiaj, kiedy obchody tego święta odbywają się w wielu parafiach archidiecezji, uczestniczą w nich tysiące młodych ludzi – mówi. Podobno jeden z kleryków podczas sprzątania seminaryjnego korytarza wpadł na pomysł, aby francuską inicjatywę przeszczepić na polski grunt.

– To takie nawiązanie do benedyktyńskiego „Ora et labora” – śmieje się ks. Sebastian. – Zresztą myślę, że aktywny udział ówczesnych kleryków w przedsięwzięciu, dzisiaj kiedy są oni już księżmi, owocuje tym, że w swoich parafiach chętnie podejmują działania, mające zachęcić młodzież do pochylenia się nad prawdziwą istotą Wszystkich Świętych – dodaje. I rzeczywiście.

Rozpoczęte wówczas dzieło kontynuują oni tam, gdzie znaleźli się po święceniach. Nie tylko w miastach, które z natury otwarte są na nowe formy nabożeństw. Ks. Jan Minkiewicz, jeden z pomysłodawców projektu, jest obecnie wikariuszem w Luzinie.To duża wieś położona nieopodal Wejherowa. Tam od dwóch lat ze wspólnotą Pustynia Miast przygotowuje spektakl przeznaczony dla całej parafii.

– Przychodzą całe rodziny – mówi. – Nie zraża ich nowatorska forma która, przyznaję, może szokować – stwierdza.

– Nasza inicjatywa jest nie tylko odpowiedzią na obchody Halloween, ona jest odpowiedzią na duchową pustkę, jakiej doświadcza dzisiejszy człowiek.

– Strzeżcie się wszystkiego, co ma choćby pozór zła – przypomina słowa św. Pawła Filip Modrzejewski, osiemnastolatek, członek Pustyni Miast.

– Widzę młodych ludzi, którzy Halloween traktują jak dobrą zabawę. Jest ich coraz więcej. Cukierek albo psikus. Nie twierdzę, że każdy, kto tak się bawi, zaraz będzie doświadczał duchowych problemów. Myślę jednak, że o takie rzeczy jest wówczas łatwiej – mówi.

Forma przeżywania Holy Wins jest różna zależnie od parafii i pomysłów organizatorów. Zawsze jednak pojawia się w nich liturgia słowa, katecheza, adoracja i świadectwa. W ubiegłym roku w Luzinie na wigilijną modlitwę przed Wszystkimi Świętymi przyszło kilkaset osób.

Po nieszporach i słowie na temat umierania wygłoszonym przez ówczesnego kapelana puckiego hospicjum, ks. Jana Kaczkowskiego przyszedł czas na inscenizacje przedstawiane przez wspólnotę.

Później uczestnicy otrzymali karteczki na których wypisywali swoje grzechy, aby na koniec spalić je w ogniu symbolizującej Chrystusa paschalnej świecy. Uroczystość skończyła się po 1 w nocy.

– To były wzruszające chwile. Każdy chciał podejść do ognia, aby w zewnętrznym znaku pozbyć się balastu grzechu. Szczególnie utkwiła mi w pamięci taka scena: przed paschał podchodzi małżeństwo. Objęci. Oboje płaczą, patrząc na zapisaną kartkę. A potem wspólnie wkładają ją w płomień – wspomina ks. Jan Minkiewicz. – W tym roku będzie można skorzystać także z modlitwy wstawienniczej – dodaje ksiądz.

– Spotkania Holy Wins mają uświadomić ludziom, że Bóg to nie jakaś „bozia”. Że On naprawdę jest Bogiem Jedynym i że my możemy mieć z nim żywą relację – zaznacza Filip.

– Próby rozpoczynamy już we wrześniu – mówi Magda Mrzygłodzka z Pustyni Miast.

Do wspólnoty przyprowadził ją kolega – Przed laty przedstawialiśmy przede wszystkim pantomimy. Dzisiaj chcemy posłużyć się większą formą. Przedstawienie, które chcemy zaproponować, jest naprawdę mocne. Może szokować – zwierza się. W dekanacie redzkim wigilię Wszystkich Świętych księża postanowili przeżywać wspólnie. Na przemian. Raz w Redzie, raz w Rumi.

Dwa tygodnie przed świętem młodzi księża spotykają się, aby dopracować szczegóły. W małym pomieszczeniu atmosfera modlitwy zderza się z burzą mózgów. Tu forma obchodów jest inna niż w Luzinie.

Holy Wins rozpoczyna się w jednym z kościołów. Po modlitwie, konferencji i adoracji uczestnicy procesyjnie przechodzą do drugiego, gdzie sprawowana jest Eucharystia.

– W ubiegłym roku na rozpoczęciu było ponad pięćset osób. We Mszy św. uczestniczyło już jednak dwa razy więcej wiernych – mówi podczas spotkania ks. Dariusz Skrzypkowski.

– W moim rozumieniu nasze przedsięwzięcie nie jest w prosty sposób alternatywą dla Halloween. Ono ma na celu ukazanie nauczania Kościoła. To zejście do istoty. Ma pokazać piękno świętości. Ma wzbudzać dobre pragnienia – dzieli się ks. Krzysztof Konkol.

– Choć tego nie akcentujemy, myślę, że jest to jednak jakaś odpowiedź Kościoła na Halloween.

Pewnie nie byłoby tak konkretnych działań z naszej strony, gdyby nie powszechność tych niechrześcijańskich zachowań – zauważa ks. Radosław Chmieliński.

– Zabawa w Halloween staje się dzisiaj nie tylko modą, ale wręcz wiarą. Kiedy mówi się młodzieży w gimnazjum o prawdziwej naturze tej zabawy należy przygotować się na bunt – dodaje ks. Grzegorz Błasiak.

W tym roku podczas konferencji, księża chcą przedstawić sylwetki ludzi, którzy są świętymi, ale ich droga do świętości była długa i kręta. Chcą pokazać, że każdy ma szansę na świętość. Że wszyscy jesteśmy powołani do świętości.

– Nie wszyscy zadają sobie najważniejsze pytania dotyczące życia. Ludzie nie pytają o to, po co i dlaczego żyjemy. Nie chcą tego, bo odpowiedź wymaga przemiany życia, a to zawsze jest trudne – mówi ks. Krzysztof.

– Niepokojące jest spłycenie tematu umierania. Z jednej strony problem przykrywa się niemądrą wesołkowatością, z drugiej, kiedy dotyka to rzeczywistości, śmierć pomija się milczeniem. Nie tak dawno w centrach handlowych gościła przerażająca wystawa martwych ciał ludzkich.

A jednocześnie, kiedy człowiek odchodzi, najlepiej oddać go do szpitala, domu starców, hospicjum. Śmierć niejako usuwa się z życia. Zwłaszcza ludzi młodych.

Chrześcijaństwo ma tu przecież jasną wizję. Życie człowieka się nie kończy. Śmierć jest tylko momentem przejścia do pełni życia – zauważa ks. Adam Hrubiszewski. – Potrzeba jasnego przedstawiania nauki Kościoła, zdecydowanych działań, które ukażą młodym piękno wiary. Bez głębokiej wiary chrześcijaństwo staje się pustym rytuałem – podsumowuje ks. Radosław Chmieliński.

Tekst za: http://kultura.wiara.pl/doc/1342740.Bal-z-wszystkimi-swietymi/
 
Autor wyłączył komentowanie tego wpisu
up