logoRSS
 
 

Historia pewnego wekeendu

Kategoria: Konspekty i scenariusze, dodał: admin, 03.04.2015, odsłon: 11533, druk

Poniższy tekst może być częścią ćwiczenia - zadania związngo z lekcjami o Triduum Paschalnym lub Wielkanocy.

Historia pewnego weekendu

Taki był początek.

To było jakoś w piątek lub czwartek? A, tak, w czwartek. Było ich jakaś dwudziestka. Boże jaka zbieranina: wędkarz, skarbnik, lekarz, złodziej i młodzieniec właściwie to jeszcze dziecko. Jak opowiadali świadkowie, w czwartek spotkali się na obiadokolacji. Taka mała przegryzka, he he, na dwudziestu chłopa.

Co jedli? Chleb, ryby, baraninę, kurczaczka i popijali to winkiem. Mimo, że wszyscy gadali, każde słowo Tego człowieka uciszało salę. O czym mówił? Coś o miłości, która służy jedności, zapłacie dług wszystkich, odejściu, śmierci i że znowu spotkają się zaraz po weekendzie. Chłopaki zasmucili się, jak zaczął mówić o odejściu, ale wino, jedzenie i śpiew uspokajały ich serca.

W pewnym momencie On wstał, wziął chleb i wino, a potem powiedział, że to będzie na Jego pamiątkę jak już odejdzie. Wszyscy w ciszy słuchali i zastanawiali się o co Mu chodzi. Zaraz jak skończył, ubrał się i wyszedł. Wziął ze sobą trzech kumpli i poszli na nocną przechadzkę do parku.

Kiedy byli już na miejscu, odszedł od nich bo jak mówił: „chciał w ciszy pomyśleć”. Wracał co jakiś czas do chłopaków, ale oni zmęczeni i najedzeni, nie mieli już sił czekać na Niego. Po jakiejś godzince, podszedł i ich obudził mówiąc, żeby się pospieszyli bo tam kolo ich czeka. No fakt, „kolo” był, ale nie sam.

Jakież było ich zdumienie, gdy zobaczyli swego kumpla co z nimi chodził, jak teraz ze zgrają czekał na nich i na Niego. Podszedł i coś zagadał do Niego, a potem jego kumple rzucili się na nich. Jeden z tych co z Nim byli wyjął kozika i ciął gościa w ucho. Uh, krwawił aż miło, krzyczał, wył i klął, wtedy On wziął go na bok i uspokoił. Tamci związali Go i odprowadzili do siebie.

Tu jest coś nie tak!?

Zatargali Go na swe miejsce  i tam grupa zgredów zaczęła się czepiać do Niego: że coś kręci, że kłamie, że co On sobie myśli, że głupi jest i tyle. Jakiś sąd Mu normalnie zrobili, a darli się, bili i ubliżali jak tylko mogli. Jego kumple co za Nim poszli poukrywali się  w tłumie, co by ich nikt nie poznał. Prawie się udało, jednego tylko przyuważyli obcy i chcieli go lać jak Jego; wtedy uciekł.

Potargali takiego ubitego gdzieś dalej, potem się okazało, że było tylko gorzej. Bili Go jeszcze więcej tak, że krwawił jak zwierzę. Już nie był podobny do siebie tak bardzo, że niewielu Go poznawało. Potem wyciągnęli Go za miasto i tam zatłukli. Mówią, że konał trzy godziny! Nikt Mu nie pomógł. Nikt! Z daleka tylko lukała Jego Matka i młodzian co za Nim chodził. Jak już skonał to Go wzięli.

Grób na weekend

Pomagał im taki kolo co mówią o nim taką anegdotkę: poszedł on do szefa tych co Go ubili i mówi, że chce Go wziąć i w swoim grobie położyć. Pyta go szef, czy nie szkoda mu jego grobu, a on do niego: „eee nie, to tylko na weekend(!).” Wzięli Go i położyli w grobie na weekend.

„Mały” szok.

Jak Jego kumpele polazły do grobu po weekendzie to miały mały szok. Nie było Go w nim. Grób był pusty! No to teraz gadka kola od grobu nabierała sensu. Faktycznie był On tam tylko przez weekend. Co mówią o Nim? Mówią, że nie umarł, ale spał tylko; inni, że babki poszły w złe miejsce, a jeszcze inni, że ktoś ukradł ciało. Co mówią ci co z Nim chodzili? A no mówią, że znowu żyje, że zmartwychwstał, że Go widzieli i gadali z Nim. To było by tyle w temacie.

A! no tak, jak tam Mu było? Jakoś Jerzy?, Emanuel? A! już wiem - Jezus.

Polecenie: Napisz w zeszycie swoją wersję wydarzeń z wielkiego Tygodnia. Możesz skorzystać z Biblii lub tego co wiesz o tych wydarzeniach.

 
Autor wyłączył komentowanie tego wpisu
up