logoRSS
 
 

System prewencyjny w rodzinie

Kategoria: O katechezie, dodał: WK, 31.01.2010, odsłon: 97116, druk

Najczęściej odnosimy system wychowawczy Księdza Bosko do określonych sytuacji czy instytucji wychowawczych, rzadko łącząc jego podstawowe zasady z rodziną. Tymczasem to ona właśnie wydaje się być pierwszym i podstawowym miejscem uczenia się prewencyjnych zasad postępowania, głównie poprzez mądre wprowadzanie dziecka w życie. Prewencja bowiem nie jest niczym innym, jak tylko umiejętnością przewidywania, wyprzedzania, uprzedzania („system uprzedzający” - tak kiedyś tłumaczyli salezjanie na język polski określenie „system prewencyjny”) tego, co może się zdarzyć, a do czego trzeba być przygotowanym. Nie inaczej było w przypadku św. Jana Bosko, który zaznał zarówno troskliwej, jak i wymagającej miłości matczynej, która nie tak szybko zgadzała się na kompromisy. Doznał zarówno matczynej opieki, ale i sprawiedliwej oceny tego, co nie było w jego postępowaniu dobre. Był przez nią w ten sposób przygotowywany do życia. Być może zbyt wcześniej musiał wyjść z domu i usamodzielnić się, ale w tym właśnie „wyjściu ku samodzielności” tkwi, jak się wydaje, sens myślenia i działania prewencyjnego, a więc takiego, które przygotowuje do już osobistego podjęcia odpowiedzialności. Rodzice bowiem muszą być świadomi, że nie wychowują dziecka dla siebie, ale w tym celu, aby później było ono w stanie wejść w życie dorosłe i umieć sobie radzić z problemami, które się będą pojawiać.

Nie uczyni tego ani zaborcza, ani nadopiekuńcza miłość, z którą dzisiaj powszechnie się spotykamy. Powiedziałbym nawet więcej - zjawisko nadopiekuńczości ze strony rodziców staje się dzisiaj „plagą” w wychowaniu. Przyjmuje ona wiele form: rozpoczyna się już od zbyt szybkiej zgody na zaspokajanie różnych dziecięcych „zachcianek”, potem przejawia się w wyręczaniu dziecka w różnych zadaniach, jakie powinno podejmować (począwszy od dbałości o własny kąt, wyrzucanie kosza ze śmieciami, pójściem po zakupy...), nie znosi krytyki postępowania dziecka ze strony wychowawców, nie mobilizuje do uczenia się i nie wyciąga konsekwencji z miernych wyników edukacji szkolnej, obarczając najczęściej winą za taki stan rzeczy nauczycieli... W przypadku bogatszych rodzin daje o sobie znać posyłaniem dziecka do szkół prywatnych, w których ma ono obowiązkowo otrzymywać dobre noty i mieć zapewnioną promocję. Przyczyn tejże nadopiekuńczości jest także wiele: najczęstszy model współczesnej rodziny, jakim jest jedno dziecko, rodzi stan „drżenia” o jego losy, a tym samym tworzy wokół niego atmosferę „ochronnego parasola”; przekonanie, że dziecku powinno być w życiu lepiej niż jego rodzicom; współczesność z jej nadmiernym dążeniem do rywalizacji, która w płaszczyźnie wychowawczej daje o sobie znać przekonaniem, że własne dziecko jest zawsze najlepsze, najmądrzejsze, najzdolniejsze itp.

Zawsze jednak nadopiekuńczość prowadzi do stanu, w którym dziecko nie ma żadnych szans na uczenie się umiejętności wyboru, odpowiedzialności, samodzielności (w przypadkach patologicznych objawia się ona miłością zaborczą, takim przywiązaniem do dziecka, które pragnie się mieć zawsze przy sobie, nie pozwalając - w taki czy inny sposób - na jego usamodzielnienie się, np. na założenie własnej rodziny). O wszystkim niemalże decydują rodzice, którzy zwykle twierdzą, że to właśnie oni najlepiej wiedzą, co jest dobre dla ich dziecka. Jakakolwiek interwencja „z zewnątrz” (np. wychowawców) jest odbierana jako akt agresji w stosunku do dziecka, i bywa dość często powiązana z oskarżeniami nauczycieli i wychowawców o brak właściwych kompetencji wychowawczych.

To „zamykanie ust” wychowawcom rodzi dodatkowe kłopoty czy trudne sytuacje w szkole, gdyż dziecko wie, że jest chronione przez rodziców, w efekcie robiąc wszystko, co mu się podoba. Trzeba także dodać i to, że w niektórych przypadkach skutkiem nadopiekuńczości jest agresja dziecka w stosunku do własnych rodziców, szczególnie wtedy, gdy chce ono już samo (w okresie dojrzewania i dorastania) być bardziej autonomiczne. Napotykając wciąż rodzicielską nadmierną opiekę, buntuje się, a nawet jest zdolne do aktów agresji. Również ważne jest przypomnienie, że „rozpieszczone” dziecko, nie znające poczucia odpowiedzialności, jest dosyć częstym „kandydatem” do „roli przestępcy”.

Tymczasem mądra miłość (właśnie „prewencyjna”) zawsze wyraża się w takim przygotowaniu dziecka do życia, aby było ono zdolne przeżywać je w przyszłości samodzielnie i odpowiedzialnie. Dlatego z jednej strony nie może zabraknąć rodzicielskiej opieki i czułości, z drugiej jednak miłość musi być wymagająca, stawiająca określone zasady, przestrzegająca norm, ucząca szacunku dla siebie i innych... I stąd rodzi się potrzeba obecności „prewencyjnych” metod wychowawczych w rodzinie, o których winno się mówić podczas różnego rodzaju spotkań, konferencji, „wywiadówek”... Byłaby to także jedna z form przychodzenia współczesnej rodzinie z pomocą, gdyż właśnie taka nadopiekuńcza rodzina potrzebuje, jak żadna inna, pomocy. Trzeba tylko umieć ją przekonać, że właśnie takiej pomocy potrzebuje. Wtedy, gdy dziecko jest już zbuntowane, agresywne, gdy weszło na drogę przestępstwa, zwykle jest za późno za skuteczną pomoc wychowawczą. Pozostają ewentualnie domy wychowawcze, domy poprawcze - ale czy o to chodzi?

Artykuł ukazał się w nr 4 (kwiecień) 2003 r. magazynu salezjańskiego "Don Bosco"

Autor: ks. Kazimierz Misiaszek SDB tekst za: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAK/km-bosko_rodz.html

 
Autor wyłączył komentowanie tego wpisu
up